zimno.blog.pl











1.835


mówią, że Beaujolais Nouveau przybyło, zdegustowałabym nieco, dowolnego
château skądinąd, dowolne château i jakaś dłuższa wolna chwila przed dwudziestą drugą, wino, kanapa, książka i cisza, ekstremalnie odjechana wizja ;)
tymczasem ---


tymczasem:
- mamo, - pyta Nowy Człowiek. – mamo, czym się różnią suche pastele od olejnych?
ale bladego nie mam, po prostu nie mam bladego pojęcia. mówię:
- nie wiem.
Nowy Człowiek jest fanatykiem ekstremalnego kółka plastycznego po lekcjach. na listę to do na najbliższy tydzień wskoczyły mi dzisiaj suche pastele, farby w tubach i drewniana paleta, dziecko chce się realizować w artyzmie, trudno stać dziecku okoniem, nieprawdaż. skrupulatnie kopiuję zadania na tydzień z maila do kalendarza. dla Erny: czapka Mikołaja
i anielskie skrzydła.
nie, nie nudzimy się tutaj, no nie.



wino rocznik 2009. należy kupować to wino, bo była jakaś tam wiosna, długie suche lato
i jesień.
nie odnotowałam długiego lata 2009, widać mnie ominęło.
przy okazji - nie sądzę, żeby koniec roku za miesiąc był optymalnym pomysłem.
Silny się niedawno urodził, a dzisiaj, proszę, pomyka noga za nogą wokół łóżka za zabawką animowaną przez rodzeństwo.
- on tylko działa na zabawkę. – mówi Nowy Człowiek i pęka ze śmiechu.
Silny też pęka, kwintesencja zadowolenia z życia.



- ładna spódnica?
kontredans na paluszkach w obcasikach.
- y – y –y. – duka Dawca. – … na czasie na pewno trendy oraz en voque …
[Dawca wie, bo jego asystentka ma identyczną]
do licha!
- ładna?
- nie w moim
… - zaczyna Dawca.
- a mi się podoba. – mój prymusik bieży z adekwatnym duserem.
synku, syneczku, synusiek jest niezłomną mamuni instancją ostateczną.



- podobno bezdzietne małżeństwa są szczęśliwsze. – Straszna Ciotka rzuca granatem
w słuchawkę.
gnam krajową jedenastką w stronę siedziby klienta, świt, słońce, wąsko i TIR-y.
Straszna Ciotka jest tak wiele kilometrów stąd, że najbardziej skrajna herezja jej ujdzie.
- mogę się zgodzić, że małżeństwo jest szczęśliwsze, - mówię. - o ile taki byt jest w ogóle zdolny odczuwać szczęście. jeżeli jednak chodzi o człowieka i człowieka, to …

nevermind.
czyż jednak nie jest tak, że dzieci
bez wątpienia
wprowadzają
szereg dodatkowych
elementów


[żeby nie rzec – bonusów ekstra]








do kalendarza tygodniowego?











by zimno | 2009-11-20 23:16:54 | skomentuj! (10)
1.834


budzik się włącza lękliwie wpół bezbarwnego padam albo tuż pod koniec newralgicznych wiadomości dla kierowców o stanie Miasta, włącza się, rzetelnie odwala swoją pracę, nikt
nie reaguje. budzik, sam na wpół zaspany, monotonnie mieli kolejne kawałki, mdłe padam przechodzi z crescend w diminuenda, siódma szesnaście, dziewiętnaście, siódma
dwadzieścia dwa.


Silny śpi głębokim snem. w nocy wyrzynał te zęby albo te-tamte albo w ogóle cokolwiek, viburcol, o którym mi właśnie przypomniało stowarzyszenie matek działa albo nie działa, nie wiadomo co działa, o trzeciej nad ranem dobrze działa na dziecko przytomny udział matki.
o trzeciej przytomny, o siódmej nieprzytomny.
Erna i Nowy Człowiek śpią żarliwie, w końcu jest środa, czas do placówek edukacji.
ojciec nielatom jak padł wieczorem, tak zasnął.



nie jestem, no nie jestem fanką siłowego ekstrahowania dzieci spomiędzy kołdry
a prześcieradła.
Erna sztywnieje. Erna - fosz.
- a djaciego biło tak mało na spanie? – pyta Erna.
nadzwyczaj adekwatnie.
dla ciebie, Erno, było tak samo dużo czasu, jak zawsze.
dla mnie zresztą też tak samo, o wieeele godzin za mało.

Nowy Człowiek się przeciąga w przydługiej piżamie, rozgląda z niepokojem i rzuca, ospale, na poszukiwania smyczy z kluczami do szkolnej szafki.
zadać szyku w podstawówce to nosić klucze na szyi, topos klucza na szyi, czy to nie zabawne, jak z upływem czasu się zmienia znaczenie tego albo owego.
smycz [taśma w polską flagę plus brelok z F-16, bo smycz powinna być chic, a chic musi być samczy, kto by pomyślał, że u sześciolatka], smycz jest łatwo-gubna, jak to smycze
z kluczami.
smycz się w końcu znalazła [w łóżku Silnego]. teraz ubieranie.



wstał Silny.
Silny siedzi na podłodze, myję głowę, Erna pakuje i rozpakowuje dwa plecaki. opiera się ręką o płytki na ścianie.
- maaa-maaa, a jak sie stforzyła taka ściana u nas? – pyta Erna.
piana z szamponu kapie mi, kaaa ...
mówię:
- … panowie … płytkarze
- … on chyba chciał zrobić gest smaku … - melduje Nowy Człowiek.
Silny dopełznąłby, gdyby potrafił, do portmonetki-żaby. żaba-portmonetka wyśliznęła się
z jednego z plecaków.
- … no dobra, zrobisz ...
Nowy Człowiek czule dba o interesy brata, tym bardziej, że żaba jest Erny. Erna syka.
Nowy Człowiek poucza z pasją:
- on zawsze robi gest smaku i sprawdza, czy to jest dobre.
szampon co prawda wypala mi wzrok i staram się nie patrzeć na to, co oni tam wyprawiają, ale i tak mam relację on-line. Erna się mityguje.
- to jest tijko pjusiaciek, - ćwierka na wysokiej częstotliwości fal. – mozieś go do buzieńki, mozieś!
Silny buczy z aprobatą, choć nie w pełni werbalnie.




kiedy docieram do pracy [Nowy Człowiek jest w szkole, Erna w przedszkolu, Silnego przejęła pani – wedle nowoczłowieczej nomenklatury – do wychowywania], kiedy docieram do pracy nie jestem porannie świeża, ani rześka, za to zaorana.




- … mamo, a jak mogji judzie stfozić mjeko?
- … mamo, a wiesz, że ten Stitch potrafi niezły skok, chodź, to ci pokażę …
- … hokus-pokus, niech chłopaki nie bendą na śfiecie!
- … temu pokażę feski, wiesz, mamo?
feski znaczy pośladki.
Nowy Człowiek gra na komputerze, Erna się nudzi, Silny ćwiczy chód wokół poręczy łóżka. gotuję obiad, wstawiłam pranie.
- … bo ja mam ciajodziejski pajec i moge fszysko zaciajować. a co bi biło, gdybi dziecko biło motijem?
- chodź, to ci pokażę ten skok!

Silny:
- a a a a a.


u-a u-a u-a.
wieczorami zaoranie mija na rzecz jestem martwa.




kilka ujęć z małej kapusty.
jeszcze trzy dni temu mieliśmy wakacje.


Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us






by zimno | 2009-11-19 00:29:15 | skomentuj! (23)
1.833



pojechaliśmy sprawdzić, czy muzeum jest tak dobre, jak mówią. jest.
świetne. przewyborne. godne polecenia.


Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us


poza tym – mogłabym dzisiaj szkolić z nocnej drzemki w samochodzie z trójką nielatów 
z tyłu [i jak unikać lumbago].
a później radosne pląsy z rzeczonymi przez cały dzień, do dwudziestej pierwszej.
mogłabym – ale mi się nie chce ;)










Silny: prawa dolna jedynka i sam wstaje z siedzenia.
opuściliśmy łóżko o jeden poziom, inicjacja Silnego do samodzielnych przysiadów, mocny stopień wtajemniczenia.










by zimno | 2009-11-15 23:54:29 | skomentuj! (24)
1.832


okazja nie do przepuszczenia -
dwie godziny lata w epicentrum listopada.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

 





by zimno | 2009-11-08 22:33:46 | skomentuj! (28)
1.831





dzisiaj w menu –
grzybowa z Silnym.
poddaję się atawizmom na jesień ---
odcedzam skrobię i piekę.
droga Gosiu, czym zapobiegać, jest dziwnie.
- ale piśna zupka. – ćwierka Erna. – chiba zjem fszysko.
- Nowy Człowieku, zjesz zupy?
.
.
.
milczenie.

składniczek do składniczka.
jajka-śmietanka-włoszczyzna.
stoję w kolejce w spożywczym.
dwie ekspedientki tną sery. głosiki niczym dzwoneczki.
- świr-ćwir, mówił, że na mnie poczeka.
- bo ja wiesz zawsze jestem z kimś.
- takie ma ładne imię.
- dadzą mi urlop na święta to się z nim wyrwę, ćwir-świr.
on czeka, ona z kimś bywa, czy z niego taki naiwniak, czy z niej taka kur-lewna.
proste ćwiczenia
socjologiczne.
ser-mleko-jabłka-cytryna.



- napiś mi tu Din jes niegziećny. – mówi Erna. – pszepisze.
trzyma strzęp kartki w ręce i kredkę.
- ale on nie jest niegrzeczny. – sprzeciwiam się z pewną werwą.
[- znowu się mała mądruje. mała, przestań się mądrzyć. maaa-maa, ona się znowu wymądrza! - dobiega zza stolika]
- aje bił pszettem niegziećny!

Silnemu umknęła z rąk zabawka, goni ją w samorzutnym stretchingu. 








 
by zimno | 2009-11-07 23:46:18 | skomentuj! (17)
1.830


mam tutaj moment zawahania, która z teorii jest bardziej kompatybilna z realiami [a tak, właśnie sobie postanowiłam napisać to tak, samymi wydętymi wyrazami], więc która teoria jest bardziej koherentna, chociaż obie są nieracjonalne.
czy ta, że blogos ma opcje profetyczne – w końcu nie raz to pokazał.
czy ta, że kiedy staję przy garnkach, generuję anomalie.
rozumiem, że smażony tłuszcz szkodzi na anoreksję.
ale bez przesady.
to była oliwa z oliwek.
rano spadł śnieg, a drogi zamarzły.
Miasto stanęło.




ergo, idę na całość.
ziemniaczana zapiekanka z Delfinatu.
- moge tjoche posojować? – pyta Erna.
balansuje na krawędzi kuchennego krzesła. Erno, zaraz spadniesz!
- sól. byle delikatnie.
sz-sz-sz-plask.
białe sypkie stożki zmiatam z ziemniaków palcem. dyskretnie, żeby nie urazić kucharki.
- a tejas pokjentkam, dobzie, mamuś?
- krętkaj
. – mówię.
Erna z pasją miażdży ziarna pieprzu. młynek zgrzyta. Erna zagryza wargę.
- o, o, o, tjośke wysypałam …
odwracam się, żeby podnieść Silnego. Silny stoi przy brzegu łóżka i patrzy, czasami pada.
- … musie tjośke papiejkiem … - szepce pod nosem Erna. – o. o. o. tak.
wytarła.
- a tejas? ciego mam tejas wziąć?
gałkę.
tyle, że gałką to już raczej ja.
- moge ja tjośke tak pomasować? – nalega Erna. – mamo?
uwaga, tarka!
- uważaj na palce! – mówię.
- djaciego?
ała.
voilà.
- moge jeście naśmietanowić?
naśmietanowuj. byle równomiernie.
o tak.

więc Erna bites, czy jak tam. kreację hermetycznego języka ma już za sobą, pierwszy krok do charyzmy medialnej ;)
a Silny się zbiera do wstawania, do podnoszenia się z siadu.
tymczasem Nowy Człowiek, Nowy Człowiek w tym czasie, w czasie zapiekanki ziemniaczanej, gałki muszkatołowej i dwunastoprocentowej śmietany wykonał dwa słonie, jednego techniką wyklejania, drugiego pastelami i obejrzał odcinek Dr. House’a.



powstrzymam się od seksistowskich morałów.

jestem po prostu ciekawa jutrzejszej sytuacji drogowej na ulicach Miasta.








by zimno | 2009-11-04 23:11:13 | skomentuj! (33)
1.829



nie ma lepszej więzi – o, antyfono do więzi – nie ma lepszej niż ta, podtrzymywana wspólnym tkwieniem w korku, stoimy i rozmawiamy.

- wyziuciła na naszą pjanete! – Erna uniosła się na tyle, na ile to możliwe w bluzie, kurtce
i w pasach i z oburzeniem zamiotła dłonią w powietrzu. – trzeba dawać do samochodu swojego, a nie na ziemie naszą!
perhydrolowa niewiasta z sąsiedniego pasa pozbyła się oknem niedopałka. Erną wstrząsnął dreszcz słusznego oburzenia.
- pjawda, mamo?
- prawda
. – rzekłam.
Erna gwałtownie monologowała o konieczności zachowań ekologicznych.
wyłączyłam uwagę.
- i co, judzie? słyszejiście?
nie zaprzeczył żaden z adresatów.
przejechaliśmy przez kolejne światła.

- dajej, mamo, a tejas zagatki
. – energicznie zaordynowała Erna.
pasjonuje mnie lepienie zagadek, szczególnie po dniu pracy. wiodącą jest co na obiad.
- no, dajej. – ponagliła mnie Erna.
- wymień trzy polskie owoce
... ponieważ twórcza inwencja to mój zasłużony alias.
- jabułko. – wolno przecedziła Erna. – jagódki … aje ananas to na pewno nie
- na pewno.
Erna zarechotała. tak, jak było w planach.
- … chciałabim jusz mieć śjup. – westchnęła.
im mniej związku między kolejnymi frazami, tym fajniej.
w zagadkach co na obiad wygrywają placki ziemniaczane.
- możesz wybrać kogo chcesz, tylko nie Franka Koguta.
o, proszę, zaktywizowała się lewa strona tylnej kanapy. Nowy Człowiek ma od zawsze na pieńku z Frankiem Kogutem, a Erna ma go od początku za ideał kandydata.

doszło do gwałtownej wymiany zdań. wyłączyłam się i w myślach zaskandowałam zawartość spiżarni.
placki ziemniaczane.
talerz dietetycznych placków, sama skrobia, esencja węglowodanów, słuszny stosik placków lśniących pachnącą oliwą, rozstrzygający jest aksamitny smak rozgrzanego tłuszczu
w kontekście smażonych ziemniaków.
idzie zima.
- mamo, a djaciego Pana Boga nie widać?
nie mam pojęcia, czy zostały w lodówce jajka.
za to teologiczny samouczek posiadłam na zawsze w pamięci operacyjnej.
- on jes niebem? – drąży Erna. – całym niebem?

… jajka tak, ale co do cebuli, to nie jestem przekonana.







***


z pinakoteki Erny – córka portretuje matkę ;)



Image Hosted by ImageShack.us










by zimno | 2009-11-03 23:49:44 | skomentuj! (24)
1.828



Wybierz ładną, świeżą dynię …



- a dzisiaj jes piontek?
Erna owinęła mi się wokół łydki. zręczność bluszcz już dawno przyswoiła do perfekcji.
- sobota. – rzekłam.
- a w sobotę co jest?
Silnemu wyśliznęła się zabawka z rąk. pisnął.
sobota-urodziny-kota.
- a dlaczego nie psa?
– szczerze zdziwiła się Erna.


Na czubku dyni, w miejscu, gdzie jest łodyga narysuj koło. Linia będzie ułatwieniem do późniejszego cięcia.


Silny upuszcza zabawkę, podnosi zabawkę. podnosi, smakuje, upuszcza, liże.
Erna się wykrzywia.
- … bo jak ktoś dottnie ziemie i zje – rzecze. – to już po niego! umajnął!
twarz Erny wykrzywia paroksyzm obrzydzenia.
- nie wolno dotykać ziemie!
Silny znowu upuszcza, podnosi. Erna wyłuskuje mu plastikową lalkę z ręki i dydaktycznie kiwa ręką. Silny się śmieje.


Natnij ostrym kuchennym nożem po narysowanej linii głęboko w głąb dyni.


kśpisikkk!
katar i ząbkowanie, Silny ma wszystko. Erna biegnie z chusteczką. staram się nie mieć średniomądrych refleksji, ale przyjemnie patrzeć, jak małoletni się uczą troski o innych mając siebie. to niezłe.
Erna chwyta Silnego moim chwytem. Silny próbuje się śliznąć.
- ooo, - łagodnie przemawia Erna. – to jes tyjko papiejek
Silny ufnie patrzy na Ernę.
- … nooo, wytszyj noseciek
Silny kręci głową, już nie chce.
- nooo, nie kłóć sie, – czule napomina Erna. - wytszyj
Erna trzyma, Silny wyciera.


Wyjmij odcięte koło za łodygę. Weź dużą łyżkę i wybieraj nasiona z dyni.


- to co dzisiaj robimy?
Nowy Człowiek schyla się nad stosem kartek. koloruje tygrysa.
- upieczmy ciasto. – mówi Nowy Człowiek.
dzieci zawsze znajdą dla ciebie zajęcie, oto elementarna reguła macierzyństwa.
beztroskie próżniactwo w weekend?
phi.


Narysuj wzór oczu, nosa, i ust. Tnij małym nożem po narysowanych liniach.


- mama, a pjawda, zie dzieffciny majom lepiej?
siedzimy w kuchni ---
… stoimy w kuchni, drylujemy dynie. Erna i Nowy Człowiek, zamerykanizowani przez centra edukacji posiedli potrzebę własnych lampionów, więc zamiast piec ciasta, drążymy
w dyniowej treści – ja łyżką, oni dobrą radą.
- dlaczego mają lepiej? – pytam.
- bo majom kojciki.
Erno, Erno, skrajna feministko.







efekt: Jack O'Lantern.
oraz koteciek.

Image Hosted by ImageShack.us









by zimno | 2009-11-01 00:20:48 | skomentuj! (29)
1.827


w tysiąc osiemset dwudziestym siódmym odcinku blogonoweli Erna wolno człapie po schodach przedszkola.
tłup. tłup. tłup.

jesteśmy spóźnione, znowu jesteśmy spóźnione, jesteśmy jak zwykle spóźnione, Sołacz stoi przez remont Niestachowskiej, Solna i Niepodległości stoją przez brak remontów.

Ernie kroczy ostrożnie. podniosła zżółkły listek, strzepnęła z niego rosę.
- dalej, Erno, dalej. – mówię.
Erna metodycznie zbiera w dłonie poły kurtki.
- pospiesz się, Erno, pospiesz. – proszę.
Erna się wspina na paluszki. Erna robi taneczne pas, okręca się wokół osi
[zamiast zmieniać obuwie].
- szybciej Erno, szybciej. – strofuję.
Erna zastyga we wdzięcznej pozie.
- a ja bim chciała sie psiebjać za … za … za … za pampkin. – mówi.
Ernoleć!
[w przebraniu czarownicy]
Erna niespiesznie odchodzi.



w punktach poboru wiedzy praktykowane jest Halloween.




wieczorem Nowy Człowiek smętnie grzebie w suchym ryżu. toczy go
Lebenschmerz, odmawia soku, odmawia sosu.
- za ile lat umrę? – pyta.
nie zdążam otworzyć ust.
- … jak skończom sie ludzie – autorytatywnie odparowuje Erna. – i bendom e … e … e … dinozajły.
Erno, porażasz mądrością.



***

jak stoi Silny?
[skoro już mowa o jak]
Silny stoi prosto.







by zimno | 2009-10-31 01:14:35 | skomentuj! (16)
1.826



tutaj mam taki adekwatny cytat ---
mój wręcz ulubiony cytat
--- i wrzucam szybkie Ctrl+F po książce z podręcznego zbioru ---
nader adekwatny cytat na mniej więcej pół strony.

syntetycznie:
ludzie mówią po to głównie, żeby mówić.
a nie po to, żeby ich brać za słowo.
co więc robić z cudzymi słowami?
traktować je jak okazję, żeby samemu pogadać, żeby rozmowa toczyła się dalej.
Pascal Mercier, Nocny pociąg do Lizbony.



otóż uwielbiam idealny sans sherif mojej verdany albo tahomy.
i jestem szczerze przywiązana do przemyślanej kolejności własnych słów.
furda z ideą przewodnią, o żadną mi się nie chce kruszyć kopii.
w 1.825 chodziło mi głównie o okoliczność braku constans, braku niezależnego od determinant z rodzaju dom, dzieci i ogród, o okoliczność, którą szacowny inwigilowany zdawał się był ignorować. zdecydowanie bardziej o brak constans, a zdecydowanie mniej
o to, co kto robi w domu i dlaczego faceci to trutnie.
ale ostatecznie to, co tam kiedyś miałam w głowie ma doprawdy minimalną istotność.




***

przeglądam prasę, skrobię w garnku chochlą (cukinia, cebula, oliwa, pomidory), układam logistykę na jutro, podaję Silnemu smoczek. Silny stoi przy wezgłowiu łóżka turystycznego
i złowieszczo gulgoce (głód!), Erna turla kulki z plasteliny po stole. Nowy Człowiek zapuszcza żurawia przez moje ramię, na ilustracji Ewa częstuje się owocem. po krótkiej serii pytań elementarnych – Nowy Człowiek ma już orientację w głównych liniach Księgi Rodzaju – niepostrzeżenie wślizgujemy się w Biblię dla zaawansowanych.
- a jak z jednej rodziny mogło powstać tyle rodzin? – pyta Nowy Człowiek.
tłumaczenie, że ja i tata = troje dzieci nie wydaje się Nowemu Człowiekowi satysfakcjonujące, przyznaję mu słuszność.
- nie wiem. – mówię.
- a kto to może wiedzieć? – drąży Nowy Człowiek.
nie mam pojęcia --- jakiego trzeba backgroundu, żeby przystępnie wyłożyć materię wiedzy
i wiary.
nie mam go.
- mamo, a dlaczego w raju żył też diabeł?

… habilitacji z teologii?








by zimno | 2009-10-28 23:15:57 | skomentuj! (25)
1.825


do przedpołudniowej kawy i do rogala z makiem czytam wywiad z pisarzem.
Erna wisi mi na szyi, Silny siedzi mi na kolanie, Nowy Człowiek co prawda na niczym akurat mi nie zawisł, ale zadaje pytanie za pytaniem. o zasady działania gps. o to, co by się stało, gdyby wytępić jeden gatunek zwierząt w lesie. wilki. sarny. o różnicę między kosmitą
a kosmonautą.
czytam.
kawa.
- a pacz, jaką figuje zjobiłam! – Erna wygina się w karkołomnym pas. – i nie penknęłam nawet!
- więcej was matka nie miała?
– uprzejmie pytam znad kawy.
Ernie tężeje twarz.
- a kiedy nas nie miauaś?
właściwie nie pamiętam.
czytam i mnie drażni.

prawdopodobnie nie jest źle ustawić świat pod kątem siebie w punkcie centralnym.
być może wykręca mnie zazdrość, że kogoś stać na zdanie, że ludzie różni od niego samego go obciążają. być może to ja mam problem, a nie ten pan, ale ---
ale jednego jednak nie mogę, to zresztą jakiś motyw przewodni męskiej muzyki, nie pierwszy raz czytam w tym cyklu tak:

- Co jest pana zdaniem najtandetniejszą koncepcją szczęścia?
- Dom z ogródkiem, ona, on i dziecko. Może kiedy się tego szczęścia doświadczy, to ono nie jest trywialne,
ale jak już o tym myślę, to straszny banał wychodzi.


wrrrau.
pomijam wątek nie wiem czym uzasadnionej wyższości pisarza.
analizuję fakty - raz-dwa-raz-dwa: ten pan uważa, że dom i dzieci wyznaczają constans – stałą prostackiego szczęścia, albo stałą skrajnego banału.
a mi się wydawało, że to nieprzerwane usiłowanie.
-anie -anie
wyzwanie.



sądzić, że w ogóle istnieje constans – w grządkach, albo nie w grządkach, w podmiejskich uprawach małolatów, albo z sobą w punkcie centralnym, gdziekolwiek i jakkolwiek - składam na karb skrajnego ograniczenia.
jak na mój ogląd z tego, co jest - jest głównie staranie się. szukanie, znajdywanie i gubienie równowagi.
amen.




Erna wykonała jakąś artystyczną wycinankę. gna ze strzępem kolorowej kartki.
- to dja ciebie! – woła.
ładne!
- aje duzimi nozićkami wyciełam! 
moja kolej na stężenie twarzy.
- aje się nie bałam! nawet sobie nie otciełam pajca!

Erna rozwija przede mną i zwija krągłe paluszki, jak elementy wachlarza.
brawa, Erno, brawa.





- zajas bende miała łyse włosy, -
stęka Erna. – bo mi ciongle chłopaki wyjiwajom!

niedzielne rozrywki małolatów.


Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us








by zimno | 2009-10-25 23:10:50 | skomentuj! (33)
1.824


napad paniki, bo w pracy termin ściga termin.
napad paniki, bo kalendarz śle info o zakupie baletek [Erna się wpisała na przedszkolny balet, wymagania sprzętowe rosną wraz ze wzrostem delikwentów].
napad paniki, bo tkwię w korku, a mam przed sobą jeszcze przedszkole/szkołę/hacjendę,
w każdym punkcie jedno dziecko.


Stowarzyszenie Wielomatek radzi: oddychaj, oddychaj.
tylko nie shiperwentyluj.
chyba, że celem jest odlot.
odlot jest pewnym wyjściem.

… rodziną wielodzietną do kina.
sobota. kalendarz napomina wyluzuj zjedz wyśpij.
kciukiem dezaktywuję brzęczenie.



Erna robi wprawki do baletu. wysokość, na jaką podnosi nogę – bez wysiłku, wprawia mnie w kompleksy.
- o la la la, - śpiewa Erna. - o la la la, jestem Ejna mała, po lesie biegałam
Silny siedzi na kocu i podziwia.





po południu poszliśmy do kina.
film był doskonały, jak recenzje, ale brawa dla tych państwa, którzy przed seansem dla dzieci strzelili zajawkę czegoś o tytule 2012. Erna wpadła w histerię, Nowy Człowiek co prawda prychnął, że nie jest mięczakiem i wytrzyma, ale szczery podziw za bujną wyobraźnię dla tego, kto kieruje obsługą reklam w Kinepolis Poznań. nasza skłonność do multipleksów z minimalnej zeszła się do zera.

… a po kinie pizza.


Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

nokia rządzi w kategorii zdjęcia w słabo oświetlonych wnętrzach ;)
 





by zimno | 2009-10-25 00:19:20 | skomentuj! (22)
1.823


nie wychodź bez sukienki pisze do mnie sklep z odzieżą.
to słuszny postulat. nie wychodź bez telefonu, nie wychodź bez dziecka [dziecko czeka
w przedpokoju w czapce, w kurtce, w rękawiczkach]. nie wychodź bez kabla do laptopa.
nie wychodź bez portfela.
sprawdź przed wyjściem, czy wzięłaś makijaż. jeżeli wzięłaś, sprawdź czy symetrycznie.


mało śpię.
w pewnym sensie zmierzam do odzwyczajenia.


Silny robi tak, jak na jego miejscu robiłby każdy siedmiomiesięczny, zarywa nocki i ma za oczywiste, że się mu będzie towarzyszyć - z dobrą miną. Silny rzekomo ząbkuje, acz robi to bez zębów.
ja nie ząbkuję, się spieszę, mam wszystkie grafiki napięte.
Miejskie Stowarzyszenie Wielomatek potwierdza – stan stałego biegu istnieje.
i tylko początkujące wpadają w panikę.



poza biegiem upieram się przy spinningu. odległość klubu od domu to sto osiemdziesiąt sekund. mój czas na trening równa się treningowi plus trzysta sześćdziesiąt. i już nie kwituję z obrzydzeniem tych, którzy po wysiłku nie gnają pod klubowy prysznic.
wracam nie schodząc z tętna i nasłuchuję dźwięków – od wejścia.
kiedy brak dźwięków, powoli odkładam plecak.
Erna z radości rozpłaszcza twarz na szybkach drzwi.
Nowy Człowiek ogląda film przyrodniczy.
- mama, a ty masz jaki metr? – pyta.
ciekawe, wręcz zajmujące pytanie, synku.
metr sześćdziesiąt dziewięć.
- łał, - Nowy Człowiek patrzy na mnie wzrokiem respekt. – to ty masz większy metr od tych krokodyli!




Silny Siedmiomiesięczny ----

 






a
w panikę
wpadam
---- siedemdziesiąt siedem razy dziennie.







by zimno | 2009-10-24 00:24:43 | skomentuj! (21)
1.822


ten tekst zaczynał się tak:



równowaga.
konkluzja z niemal siedmiu miesięcy z Silnym jest taka, że widać trzeba przejść przez ciemną dolinę rodzicielskich aberracji, żeby z trzeciego dziecka mieć samą radość.
niezmąconą żadną schizą.
dla zdrowej diety Nowego Człowieka przez pół roku nie jadłam nabiału. co tam nabiału, jadłam tylko chleb, jabłka i powidła. i co.
i nico.
zastanawiam się, co przy okazji Erny. chyba głównie, że masa dzieci mi nie robi żadnej różnicy, w niczym. masa dzieci natomiast robi różnicę - w kręgosłupie lędźwiowym
i w liczbie wolnych chwil na skubanie sobie brwi.
z Silnym [do Silnego opiekunka zwraca się serdecznym leloś. w lokalnym narzeczu to w sumie mocny komplement], z Silnym nie mam już imperatywu dowodzenia – ani sobie, ani komukolwiek czegokolwiek. Silny jest, stoi, ślini, siedzi.

tu tekst się urywa i wchodzi Jean Paul Sartre.
ukłon, proszę państwa.
ghrkek, ghrkek, ghrkek, piekło to inni. takim cienkim głosikiem.


bo czwarta czterdzieści cztery to też czwarta, taka sama czwarta nad ranem jak codziennie, niezmiennie równie przeklęta.
na zewnątrz wisi zwilgotniały mrok, wewnątrz Silny wyje.
skarży się monotonnym, rozpaczliwym zawodzeniem z zamkniętymi oczyma - na stan szczęki, na stopień baryczny.
obok łóżka mam budzik na siódmą dziesięć.




nie jestem fanką naszej klasy, ale czasem sprawdzam postępy w rugowaniu śledzika.
i siłą rzeczy trafiam na zdjęcia dodane ostatnio przez moje koleżanki z ubiegłego wieku.
zaczyna nam, wszystkim, rozmiękać twarz na czole między brwiami i w dolnej części policzków. i doliny łez wokół ust na tych zdjęciach, jeszcze płytkie, ale już dobitne ślady po upływie czasu.




o siódmej dwanaście wpełzam do łazienki.
doliny łez płyną wokół ust w lustrze, przez rozmiękłe rysy.

- a-wo-kado! – woła Erna. wstała na śmiesznie – awokado z nieba spadło! – krzyczy.
- a co to jest awokado? – pytam.
- no, - Erna zadziera brodę. - taki pomidoj! 
 










by zimno | 2009-10-20 23:27:08 | skomentuj! (18)
1.820


perspektywa weekendowa to widok ukośny na laptop i stos kartek.
chociaż oczywiście zrobiłam też trzy albo cztery prania, nie mogę się powstrzymać przed zmysłową radością dotykania czystych, mokrych, dziecięcych ubranek w trzech różnych rozmiarach.
ach.
fenomenalnie oczyszczająca działalność przy pralce, misce i przy suszarkach.
tu kolorowe. tu białe.
pranie, gotowanie i ogarnianie gospodarstwa.
widok na laptop i na stos kartek, oto co wyzwala. nawet, jeżeli mnie budzi o czwartej nad ranem, że nie zdążę, nie dotrzymam terminu, wessana przez grzęzawisko, nomen omen, prania. tudzież przez gotowanie pożywnych obiadków i ogarnianie gospodarstwa.
oczywiście, że zdążę z projektem, przeklęta czwarta nad ranem.
tak implikuje się poezję, przekłada frazę na prawdę.



Silny siedzi wyprostowany wśród swoich zabawek. bierze, ślini, odkłada.
jakoś mu to migusiem zleciało.
nie zdążam z notowaniem [kiedyś wstrzymał ruch karuzelki jedną ręką, nie pamiętam daty, później ruszył przed siebie na brzuchu, odpychając się kończynami]
teraz siedzi, śmieje się, mądrze patrzy, ten sam filozof, co kiedyś, ale jaki dojrzały! ;)

- mama, pacz, co my tu z Pikiem wyjabiamy! – woła Erna. – up and down, Piku, wyjabiaj!
Silny posłusznie wyrabia.
turla się od ściany, do ściany.








by zimno | 2009-10-18 15:06:30 | skomentuj! (9)
1.819


perspektywa bardzo weekendowa.
angina, poza tym.








by zimno | 2009-10-17 14:57:43 | skomentuj! (16)
1.818


przedszkole i szkoła komunikują się regularnym mailem, wiadomości kapią mi wprost
w ranną sesję z drożdżówką i kawą, wtaczam się do biura, odpalam pocztę i kalendarz outlooka, kawa, ciastko, uzupełniam plany tygodniowe. wtorek.
we wtorek Nowy Człowiek ma wyjście do teatru, stąd konieczna czarna marynarka i białe szkolne polo.
wtorek. Erna powinna przynieść owoce na sałatkę w przedszkolu.
środa. Nowy Człowiek - znowu białe polo. świętują dzień edukacji narodowej, lokalnie pod kryptonimem dnia sowy.
hu-hu hu-hu.
[gdzie wcisnąć pranie białej koszuli i jak ją wysuszyć między wtorkiem a środą?
Nowy Człowiek upstrzył się szkolnym kakao przy wtorkowym śniadaniu, białe polo jest w rzucik]

czwartek. Erna ma się ubrać w coś tam.
za ileś dni Halloween w przedszkolu, zakup dyni umieściłam w zadaniach na tydzień którykolwiek.
w przyszły poniedziałek w przedszkolu Erny spektakl o czymś.
w kolejny piątek wyjazd dokądś. przyprowadzić dzieci najpóźniej przed którąś.



ranna kawa i drożdżówka to jedyny pewny punkt dnia.
albo co najmniej równie pewny, jak śródmiejskie korki.




skończyły się owocowe przeciery Silnego, z paczki pieluch mam już tylko dolny rząd.
jutro basen. do plecaka ładuję klapki, czepek i kąpielówki, wszystko w osobnych workach. Nowy Człowiek niedbale rozrzuca mienie w szatni, po zajęciach je zgarnia i wychodzi na zewnątrz tu i ówdzie nieregulaminowo nawodniony [mokre spodnie i bluza, a na dworze plus dwa. nie, nie jestem nadopiekuńcza].
że o drugiej nad ranem eureka!, bo nazajutrz jest w planie wf, więc koniecznie dres
i koszulka? luzik. mam ją, eurekę!, co najmniej raz w tygodniu między pierwszą po północy
a drugą.


regularnie przegrywam z planami moich dzieci. zawsze jestem krok za późno.
albo niemal brakuje pieluch, albo niemal brakuje nawilżanych chustek. jeżeli kupię i cukinię
i marchew i ziemniaki na niemowlęcą zupę i jeszcze jabłka dla Erny, a dla Nowego Człowieka banany, to z pewnością zapomnę o syropie tymiankowym.





jak działała matczyna logistyka w czasach sprzed outlooka zsynchronizowanego
z kalendarzem w komórce?
nie mam wystarczająco komórek w głowie, żeby zapanować nad dziecięcymi harmonogramami bez notatek i systemu przypomnień.




poza tym to chyba jasne, że na całą pozostałą koordynację i zarządzanie projektem życie - zawodowe, moje własne z gatunku dentysta/fryzjer/skończył-się-tusz-do-rzęs i ogólno-rodzinne typu zapłacić fakturę za prąd musi mi wystarczyć jakieś jedno połączenie nerwowe, gdzieś z kąta.


pozostałe połączenia z przeciążenia posiadam akurat niedrożne.











by zimno | 2009-10-15 00:02:44 | skomentuj! (27)
1.817


nowy kardigan w rozmiarze trzydzieści [....] robi porównywalnie na psyche i ciało, co weekend, powiedzmy, w spa. na żadne wolne weekendy nie mam szans przez najbliższe lata, za to zakupy ---


zasadniczo nie znoszę zakupów.


… skoro zatem sweter pasuje w tak cnych rozmiarach, nawet jeżeli rozmiarówkę psychologicznie ponaciągano, to buty z całą hojnością czterdzieści, przyzwoite czarno-biurowe obcasy.
- mamo, - Erna jest zaaferowana. – a kiedy bende duzia to kupiś mi takie kajosie?
kalosze, Erno?
- śjićne buciki, mamo!
Erna przebiera w wieszakach, ona w dolnych, ja w górnych, terapia mierzeniem małych rozmiarów, metodologia zakupów jest taka, że z półek łapię tylko czarne, klątwa Kokardy działa.
łapię czarne, mierzę, płacę.
nie mam czasu, nie mam czasu.
wymagam terapii.


case jest, jak z Doktora House’a.
ścisła matematyka fizjologii, przeciwciała matki chronią dziecko przez sześć miesięcy i ani ziu dalej. dalej jest gil, śluz i są smarki.
starsi nieletni, mimo, że mikrobiologicznie podejrzani, uczestnicy zbiorowej edukacji, nie mają istotniejszych sensacji [bach w niemalowane], ma je Silny.
aż Silny.
nie za bardzo śpimy nocami, smarkamy.
więc kiedy po kulawej nocy, bo od dotychczasowych niewielu godzin odejmują się przerwy na studia nad wydzielinami, kiedy po dziurawej nocy budzę się wykręcona w karkołomną akrobację - mocniej w tę stronę, z której właśnie leży Silny, bo od pierwszej hałaśliwej pobudki śpimy razem, więc kiedy się zsuwam, sztywna, z materaca, jestem gotowa przychylić się ku tezie, że po trzydziestce wygasa gwarancja. pewnie, że nie zaraz po trzydziestce i nie od razu na całe ciało, ale – wymagam terapii.






czytam w „Przekroju” o owadach z rodziny Cecidomyiidae, że „potomstwo wzrasta bezpośrednio w tkankach matki, by w końcu wypełnić całe jej ciało. By móc rosnąć, pożera matkę od wewnątrz.” jest w tym, tak się tu właśnie zastanawiam, pewna metafora losów ---

- mama, - Nowy Człowiek zjawia się znikąd. on i jego nie mające końca problemy
z funkcjonowaniem świata. – a ja kiedyś widziałem krzyżówkę psa z wilkiem?
- tak.
- a co to znaczy krzyżówka?
- że mama była psem, a tata wilkiem. albo na odwrót.
- mama, a jak ten wilk mógł się dostać do rodziny psów?
nie jestem jeszcze gotowa na instruktaż bardziej zaawansowany.
- mama, a dlaciego ludzie ziją? – pyta Erna. – mama, a dlaciego jes niebo? mama, a co to są pociątki zicia?




w takim kontekście najdłuższy niemowlęcy gil nocny jawi się jako lajcik.







by zimno | 2009-10-11 22:11:03 | skomentuj! (17)
1.816


miałam nosa z Hertą Müller, Obamy nie przewidziałaby nawet guślarka.



***

- maaa-maaa!
wysokotonowe maaa-maaa rządzi w dni wolne od pracy, a wręcz dwa autonomiczne maaa-maaa jednocześnie z dwóch różnych punktów miejsca zamieszkania plus niemowlęce aaaa!, też antyfona do mnie, póki co niewerbalna.
- maaa-maaa, a pani Ala zawsze mówi, że jak jest duży hałas, to głowa źle pracuje!
prawda.
- maaa-maaa, a Erna nadal robi duży hałas!
nieletni prowadzą żywą działalność artystyczną, mimo, że jeszcze nie zjedliśmy śniadania. furkocą kartki krojone w drobne skrawki, kredki, ołówki, taśma klejąca rozlepiana metrami, Erna produkuje antropomorficzne, długonogie wycinanki z małymi głowami, Nowy Człowiek wytwarza przedstawicieli fauny.
- Erno, - proszę. - nie hałasuj.
sekwencje drobnych utarczek i dłuuugie minuty zgodnej zabawy, małoletni organizują sobie poranek, a ja robię pranie.
przy najliberalniejszym nawet podejściu do wywiązywania się z obowiązków gospodarskich nie da się pominąć faktu, że liczba sztuk nieświeżej garderoby wzrasta z każdym, nawet niewielkim mieszkańcem, rozrasta się do monstrualnych rozmiarów.
... więc robię gargantuiczne pranie, jednocześnie prasuję, jednocześnie kiełznam domowy chaos, jednocześnie ---
- maaa-maaa!
Ernie brakuje podpisu na rewersie wycinanki.
- a jaka jest bi? – Erna pyta w szyfrze Erny.
Nowy Człowiek natychmiast odpowiada:
- kreska, dwa brzuszki. taka, jak osiem.
Erna kaligrafuje napis, w przedszkolu, w grupie mieszanej półlegalnie pobiera nauki dla pięciolatków, stąd ma już nieźle opanowane samogłoski. A I O U E jako nieskazitelne piękno kształtów, bez śladu związku z dźwiękami.
rozchwiane A Erny zahacza o nowoczłowieczą kartkę.
- Erna-psujka! – warczy Nowy Człowiek.
- nie chciauam!
- ona to zrobiła chcąco!
- pszepjosiłam, maaa-maaa!

pisk i zamęt.
... więc sobotnie ranne pranie to nie taka-sobie-akcja, ale załadowanie połowy pralki, poskromienie kilku utarczek, dopchanie reszty do pralki, ciu-ciu nad niemowlaczkiem, proszek i zmiękczacz do tkanin ---
- mama, a mogę mambę?
jasne, ale nie przed śniadaniem.
… i zmiękczacz do tkanin ...
Silny przekręcił się raz w tę i raz w tę i już obadał wszystkie zabawki. teraz kwęka.
- nie nie nie nie, - Erna macha palcem. – nie do buzieńki, takie duzie chłpaćki jak Piku nie jobią takich sztuciek!
Silny zafascynowany patrzy w Ernę. Erna animuje kolorowym klockiem poza zasięgiem niemowlęcych ramion. zamarłam z jakąś bluzą w ręce. do jasnych czy nie do jasnych?
- … zamknij buśke, - instruuje Erna. – a później dostaniesz.
Silny słucha, albo nie słucha.
- mama, a mogę mambę?
o, Nowy Człowiek nie odszedł, entuzjasta mamb na czczo.
dobra. jedną, inaczej nie skończę. każdemu po jednej mambie. Erna odbiera i łka.
- maaa-maaa, zapomniałaś, ja miałam mieć piejsieństfo!
zapomniałam.
- … ja chciałam bić tejas piejsia, bo dziefcinki mają piejsieństfo, ziebi bić piejfsie!
fakt.
- oddajcie.
jeszcze raz. tu mamba, tu mamba, ciu-ciu nad niemowlaczkiem.
i wreszcie zmiękczacz do tkanin, proszek, termostat.
START.







dzisiaj śmieszą mnie dowcipy gospodarskie.
robiłam porządek w spiżarni.





świeże jaja wielozbożowe, patroni sobotnich poranków ;)))








by zimno | 2009-10-10 23:49:02 | skomentuj! (14)
1.815


Silny trenuje aparat mowy.
chyba.
zwija usta w dziobek, opiera język o różowe dziąsła i --- fruuu! zraszacz ślinowy.
- Silny, - szepczę Silnemu do ucha. – mniej pluj!
Silny chichoce.
przystanek przychodnia. udrapowaliśmy się z Silnym na drewnianej ławce, tu fotelik, tu Silny, tu tetrowa pielucha, tu torba. słuchamy rad i hojnie siejemy swoje, o karmieniu,
o spaniu, o tym, czy katarek jest być może przypadkiem na ząbki, rozmowy kobiet
w przychodni zdrowych dzieci niosą własną wartość, bez dwóch zdań. mogłaby być pod to teoria, że doświadczenie porodu, jaki by on nie był, unieważnia hamulce, mogłaby, ale po co. wiemy już natomiast – a minął ledwie kwadrans, odkąd się lansujemy w przychodni - że z tamtą panią mąż nie śpi w ogóle, bo nie wierzy w metody antykoncepcji różne od wstrzemięźliwości, a z tą co prawda śpi, ale niezbyt dobrze.
fruuu!
Silny pluje okolicznościowo.
osiem dwieście Silnego i dwie ostatnie niemowlęce szczepionki, czas bez opamiętania pruje do przodu, dopada mnie dojmujące poczucie, że z przychodni wyjdziemy z Silnym wprost do przedszkola.


wychodzimy na słońce.







by zimno | 2009-10-07 22:30:31 | skomentuj! (32)



































księga


poczt@









solidarność matek wieloetatowych ---









stare teksty
2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec





ABCD
crazy-house
dada
agA
airghe
cichosza
do-dziecka

EFGH
głodne duchy
gorcula
fiolka
gogenzola
grzybek

IJKL
jak-ciotka
june
kotkolot
lisa
lumpiata
joanna28
laska1

MNOP
pierwsza
mama-mia
mam-a--oskara
pierwszaklasa
monstermama
noidobrze
po prostu
pranie
matkamojegodziecka
matyldaa
pjotruska

RSTUV
tirana
sistermoon
skafander-i-hiena
raketenflugplatz
vilq

WXYZ
wierny
wawrzyniec
zojka
zupka












licznik strony