- umghaaa ghuuuu eloooo jaaaa. – mówi Erna, na wszystko.
[chociaż najczęściej mówi tak na mnie, ekh, ekh.]

Nowy Człowiek na wszystko mówi:
- nie. jut(r)o, mamà.
i się nie bawi w subtelności kontekstu.
- zjesz bułkę? – pytam.
- nie. jut(r)o. – odpowiada Nowy Człowiek, który mógłby nic nie jeść, gdyby mógł.
- jedziemy na wyprawę? – pytam.
- nie. jut(r)o, mamà. – odpowiada Nowy Człowiek, który najchętniej pozostaje („zostau, mamà”, cyt.) w tym miejscu, w którym akurat przebywa.
- piżama z kotem?
- nie. jut(r)o.
– mówi Nowy Człowiek. – dzisiaj z mysiom.
Nowy Człowiek przywiązuje bowiem dużą wagę do autonomicznych decyzji w zakresie imidżu.

a poza tym, jest tu tyle wątków, że niniejszym poległam przy zamiarze wydestylowania jednego na wieczór.
Nowy Człowiek wysławia się zachwycającą mieszanką języków.
- tu mamą, tu papa ici, bébé nima.
- żi-acha to jest żiraf.

Erna jednej nocy śpi sześć godzin bez przerwy, kolejnej się budzi sześć razy na jedzenie.
i że już wchodzę w te stringi H&M XS, mierzyłam.
bo to jest duże XS.

o siódmej dwadzieścia (dzieci śpią mi jedno na prawym ramieniu, drugie na plecach) dzwoni telefon.
- i co ty kkk____kaczko wiesz o dniu świstaka, co? – myślę i ignoruję telefon.
klient, którego zignorowałam dzwoni do wszystkich osób zaangażowanych w projekt, że nie odbieram, więc zamiast jednego telefonu po dwudziestu minutach mam kilka.
- umghaaa ghuuuu eloooo jaaaa. – nad wyraz sensownie konkluduje Erna.
która się –
- obudzijà! – wykrzykuje Nowy Człowiek.
ija.
ija.