Wychodzimy i Erna zakłada japonki z kwiatem, buty na pajusiek z wyprzedażowej kolekcji sieciówki na ha.
- I tejas wigjondam, – pyta. – mama, jak hiśpanka idzie do pjacy?
Wolno człapie korytarzem, rozważnie zarządza marszem, bo cienka żyłka japonek uciska ją między palcami. Ostatecznie strząsa klapki pod ścianą, ukradkiem i symuluje przypadek.
- Piki, włósz tu noge, – pochyla się nad bratem, zagaduje modową porażkę. – wygłupiaczu jeden, włósz tu, no dajej!
Silny bez oporu wypręża odnóża wprost w Ernę. Po chwili jest ubrany.
- Mama, – chwali się Erna. – załoziłam sama Pikiemu buciki! Mama … – zawiesza głos. – a ja powiedziałam cioci, że Kuba jest bajdzo kościowaty … Mamuś, – czeka na moją reakcję. – zobač, jaki mam magičny pajec
- Erno, – szepcę [pakuję torbę z prowiantem, zakładam buty, przekręcam kluczem bęben zamka]. – musisz tyle gadać?
Erna nie zastanawia się nad ripostą.
- Tak. – odpowiada. – Bo mam tyje miśji w tej głowie, że jusz nie mogę
I nawet tak załamuje ręce, jakby ją też to wykańczało.

Jakiś czas później siedzimy nad lodami. Pada.
Erna smętnie zlizuje warstwę po warstwie.
- Tejas tu są takie ponuje te wanijje. – biada. – Kiediś biły inne … No sama spjóbuj …
Próbuję. Fakt. Wanilia jest posępna, jak środek listopada.
- Mama, – Nowy Człowiek je lodową czekoladę. – a północ trwa tylko minutę, tak?
- Ma-ma-ma. – skanduje Silny. Siedzi u Dawcy na kolanach. Odgryza końcówkę pustego wafla, później skubie chrupki brzeg pucharka na gałkę, później znowu końcówkę i znowu brzeg, szczodrze sieje okruchami – po podłodze, po spodniach Dawcy.
- … Aje gdibi sie miało takie trzy gjube włosy, – monologuje Erna. – mama, to bi każdy mówił o!, masz takie trzy gjube włosy. Mamuś? …

Silny powiedział pa-pa baba w adekwatnej sytuacji, robi skok ewolucyjny na potężną skalę :)