- mama, – mówi Erna. wprawia w ruch wokół bioder połyskliwą, srebrną obręcz. – mama, a to nie jest zwykłe huja-hop.
Silny uważnie obserwuje siostrę.
- to nie jest zwykłe huja-hop, – oświeca Silnego Erna. – aje hanymontany.
hanamontana trafiła do nas z przedszkola.
- dobrze, że mi kupiliście takie huja-hop, – Erna podnosi wzrok na mnie. – bo złote jest zawsze hanymontany.
- srebrne
. – mówię.
- to jest huja-hop hanymontany. – ciągnie Erna. nieustępliwie pielęgnuje własny wątek. – a wiesz, co tam w śjotku tak dindocze?
hula-hop rotuje góra-dół. zawartość melodyjnie stuka.
- groszki? – pytam.
- nie, – Erna znowu unosi wzrok. łyska siekaczem i przedtrzonowym. – główki hanymontany.
Silny w zafrasowaniu trze brodę.