- wiesz, co trzymam pod tym stołem do góji? – pyta Erna.
siedzi w kuchni. je kanapkę.
- nie. – mówię.
- zgadnij.
- nogi?

Erna kiwa głową horyzontalnie.
zaciska uśmiechnięte usta.
- zabawkę? – wyliczam. – kredki? a może Silnego?
- nie,
– Erna dławi chichot. – kciuk! a wiesz co to oznacza?
pollice verso?
zdumiewająca antyczna edukacja czterolatki.
- że jest pyyyszne! – Erna się śmieje, eksploduje perlistą fontanną cha cha cha cha, jak cudownie, po burzy zwykle wychodzi słońce, a im rzęsistsza spadła nawałnica, tym dobra pogoda cieszy bardziej [tym bardziej, że nie ma konserwantów dobrego humoru Erny, więc korzystamy z niego – obie – szybko.
póki trwa] .
.
.
.
- mama, a zobacz, – Erna zjadła, stanęła za mną. wczepiła palce w brzeg wielkiej bluzy. – jak ja umiem długo wyjazić o.
- wyrażaj
. – mówię.
- oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo. – wyraża Erna.
długo.
- mama, a mam ci pokazać jeszcze jednego droida bardzo rzadko występującego? – pyta Nowy Człowiek.
pokazuj.
tu.
- y. – żąda Silny. – y. y.
chodzi o użycie odkurzacza. furda zabawki! Silnego ekstremalnie bawi okrążanie domu z odkurzaczem na smyczy kabla.
znikam w spiżarni. kiedy wracam ciągnąc za sobą sprzęt do sprzątania mieszkania, Nowy Człowiek pochyla się nad Silnym. z dezaprobatą kiwa palcem.
- Silny, wiesz, – rzecze. – wymyśliłem takie przysłowie: kto gryzie właściciela, ten zbyt dużo nie ma.
rytmiczna fraza.
- y y y. – smutno bąka Silny.
- a ty gryziesz właściciela, więc sam widzisz.
zaciśnięta dłoń Silnego powoli się rozchyla, palec po palcu. na podłogę w kuchni wypada miniaturowy droid Nowego Człowieka (albo figurka kałamarca).