Tymczasem …
Tymczasem Silny podchodzi do drzwi tarasowych i patrzy w wolno gęstniejący mrok.
- Mama, – mówi. – mama, łobaczyłem ksienżyc, chodź łobacz!
Widzę.
- Mama, – Silny mnie ciągnie za rękę. – mama, daj mi go!
Mówi się proszę.
Silny drży z zaaferowania.
- Mama, chce ksienżyc! Daj mi go, mama! Pjooosie!
Nie mogę.
- Nie mogę ci go dać. – mówię.
- Laczego? Laczego? – pyta Silny. – Chciałem go!
Wyciąga krągłą rączkę w stronę obiektu pożądania i utyskuje, kiedy mu rzeczony znika za chmurą.

Zakładam, że to normalny etap rozwoju osobniczego, faza „chcę księżyc”, odwieczny, wręcz ponadczasowy motyw znany z podań ludowych, wątku Pana Twardowskiego w muzyce, poezji i prozie, dwudziestowiecznej literatury i kinematografii oraz z polityki.
Zakładam, że faza księżycowa minie Silnemu jak raczkowanie, gu-gu-gu i poczucie, że jego matka wszystko może.

Póki co jednak niegasnąca omnipotencja trzylatka i ufność mogłyby być wręcz zaraźliwe. Sądzę.
Gdyby sobie zawczasu strzelić lobotomię.
Aboco.