- od początku śpi we własnym pokoju. – zadeklarowała z dumą mamusia Piotrusia. – i nigdy nie jeżdżę z nim na spacery. wózek stawiam po prostu na balkonie.
dziewięciomiesięczny blady Piotruś w zielonych rajtuzach siedział na kolanach mamy i z nostalgią patrzył przed siebie, nie wykazując cienia zainteresowania światem ani otaczającymi go osobami.
- ja już wyszłam wreszcie z najgorszego, na szczęście, teraz, po siedmiu miesiącach. – westchnęła z nutą wyższości mama Marcina oglądając pięknie uśpionego Nowego Człowieka.
Marcin spoglądał badawczo to na mamę, to na mnie z głębin swojego nosidła.
- ze strachem myślę o koszmarze, który znowu mnie czeka. – powiedziała Ciężarna Koleżanka.
wyrośnięty Koszmar Numer Jeden, lat trzy z ogonem grzecznie przeglądał kolorową książeczkę siedząc w kucki na dywanie.

o zdewaluowany etosie macierzyństwa!

- jest wspaniale, prawda? – zapytała mnie pięćdziesięcioletnia księgowa z zaprzyjaźnionej firmy. – cudowne uczucie być matką, nie do porównania z czymkolwiek…
uśmiechnęłam się szeroko.
- mhm. – odpowiedziałam przez uśmiech.