- zrywasz nośność na skrzydłach iiiii … korkociąg! – Nowoczłowieczy Dziadek wykonuje skomplikowane salto plastikową łyżeczką z kawałkiem gotowanej kalarepy i marchwi. – a teraz, do hangaru! – zarządza Dziadek, zbliżając łyżeczkę do siedzącego w wysokim krześle Nowego Człowieka.
Nowy Człowiek od niechcenia uchyla kącik ust i pobiera kalarepę.
- przyciągasz drążek do siebie. – niestrudzenie demonstruje Dziadek. – iiiii … zwrot bojowy!
Nowy Człowiek od niechcenia uchyla kącik ust i pobiera marchew.
- korkociąg to manewr niesterowalny brum-brum. – tłumaczy Dziadek.
Nowemu Człowiekowi błyszczą oczy i śledzi każdy ruch Dziadka, przy okazji od niechcenia uchyla kącik ust i pobiera kawałek gotowanej polędwicy, pierwszej w życiu.
- ale musisz się nauczyć z niego wychodzić, odciągając drążek w prawo, brum-brum. – kontynuuje Dziadek i podjeżdża z zatankowaną łyżką w pobliże ust Nowego Człowieka.
Nowy Człowiek zaciska usta i z determinacją oświadcza:
- bhrummm bhrummm.
- ma dość
. – spokojnie konstatuje Dawca.
- po trzech łyżkach??? – syczę przez zaciśnięte szczęki. – gotowałam co najmniej pół dnia!
(więc irytuję się bardziej z uwagi na pół dnia spędzone nad garnkiem, niż ze strachu, że Nowy Człowiek zasłabnie z wycieńczenia).

Nowy Człowiek nie jest wszystkożerny. bywa, że jest nic-nie-żerny z wyjątkiem ciepłych posiłków z matki, że tak powiem.

- zdarzało się wam, że nie zjadał nawet stu dwudziestu mililitrów a wieczorem chciał ponad dwieście? – zapytał z frasunkiem znajomy ojciec dwumiesięcznego chłopca.
- nie, nigdy nie mieliśmy takich problemów. – odpowiedziałam, utrzymując poważną minę.

za to teraz mamy.
inne.