… brak sensownego archetypu macierzyństwa, tak sobie myślę.

uśpiłam Nowego Człowieka i siedzę w kuchni przy stole i na wczorajszej gazecie mechanicznie rysuję gwiazdy i korony w trzy szpice (feudysta miałby uciechę, jak sądzę). i nie mogę się ruszyć.
- nie tylko ty masz dziecko i pracujesz. – zauważa Dawca beznamiętnie i rzuca kątem oka na gwiazdy i na korony.
nie o to chodzi. ale repliki nie da się zamknąć w dwóch zdaniach, więc odpuszczam.

jak z błyszczyka do ust l’Oreal glam shine apricot sorbet, torebki Batycki i mopa do podłogi zrobić Joannę Brodzik – o tym piszą w każdym wysoko-nakładowym miesięczniku na kredowym papierze.
że po urodzeniu dziecka nie jest się tą samą osobą, co dawniej plus dziecko, tylko kimś diametralnie innym, o tym brak wzmianek w literaturze.
ale wytrwale szukam i znajduję tu i ówdzie jakieś ścinki. że stres z wywrócenia życia na inną stronę może się utrzymać przez dwa lata po porodzie.
nie mam stresu, mam wrażenie, że znalazłam Świętego Graala i pytam, czy mi przejdzie.

(czy przeciwnie, czy Nowy Człowiek już zawsze będzie ważniejszy niż wszystko).

ergo: ostatnie, czego potrzebuję, to refleksji, że nie tylko ja mam dziecko.
że INNE świetnie wszystko godzą.
i że tylko mi, na moje własne żądanie, godzenie WSZYSTKIEGO nie wychodzi.