z (k)raju wszelkiego dobrobytu oraz oszałamiających zdobyczy socjalnych wracam jak zwykle z lekkim niesmakiem, nad wyraz precyzyjnie zdefiniowanym.

ponieważ nie lubię słyszeć w jednym zdaniu czegoś w rodzaju „uwielbiam nad życie moją niunieczkę wspaniałą” a w drugim, na pytanie, gdzie się podziewa dziewięciomiesięczna niunieczka z loczkami, jak aniołek wokół pyzatej twarzy (na zdjęciu maciupcia niunieczka uśmiecha się słodziutko do swojej mamy), nie lubię słyszeć absolutnie neutralnej informacji, że w żłobku, oczywiście. jest osiemnasta z minutami, mama ninieczki dodaje, że mają znakomity żłobek, że odprowadza niunieczkę do niego przed ósmą rano.

(w raju zdobyczy socjalnych wypada opiekować się wyłącznie sobą samym, niemowlętami opiekuje się żłobek, babciami opiekuje się dom starców).

nie lubię słyszeć usprawiedliwiającego „och, och, bo takie jest życie pracującej matki”, ponieważ pracująca matka nie przymiera głodem, ale zarabia na wakacje na Bali.

nie lubię inkwizytorskich pytań z nutką sensacji „to ty JESZCZE karmisz piersią?”
- NIEEEE!!!
poza tym, odczepcie się z waszymi pytaniami.
- … bo moja córka straciła pokarm już w drugim tygodniu, to jednak zależy od kobiety, że może tak długo karmić.

(dobra, polska, farmerska matka, wyrób ekologiczny, długo karmi piersią, pochodzi w końcu – nie da się ukryć – z biednego, zacofanego kraju).

nie lubię, ale nie dyskutuję, nie nawracam, burzę się na użytek prywatny.
Boże, chroń mnie przed takimi zdobyczami.