z jakąś tam regularnością daję Nowemu Człowiekowi wewnętrzne przyzwolenie na rozwój mowy W JEGO WŁASNYM TEMPIE. cóż, mamciowate ściganie się w konkurencji „moje dziecko lepsze, moje robi szybsze postępy” zaczyna się na porodówce i jest immanentną częścią macierzyństwa, jak dziecko. oficjalnie, rzecz jasna, się nie ścigam (zresztą, do czasów mowy Nowy Człowiek jechał w koszulce lidera), za to nieoficjalnie i dla potrzeb wewnętrznych …

czy jest mi wstyd, że Nowy Człowiek mówi „tu, tam, pam” i „abłahr” zamiast zdań podrzędnie złożonych z dużą ilością przymiotników? no nie jest.
aczkolwiek …

… TYM NIEMNIEJ, niewątpliwie, Nowy Człowiek ma z mową z oczywistych względów trudniej a radzi sobie z tym do opadnięcia szczęki.

- mama! tu! – wyciąga w moją stronę zwierzę z zestawu klocków.
- byk. – mówię i wracam do lektury.
- a nie krowa? – pyta Dawca w swoim narzeczu.
siedzą właśnie z Nowym Człowiekiem na podłodze, między równymi kupkami zabawek (Nowy Człowiek ustawia zabawki wyłącznie w równe kupki albo proste rzędy) i odgrywają scenki typu: „pan motocyklista na krowie jedzie a mały Düne głaszcze konika”.
- mówiłem mu, że to krowa. – kontynuuje Dawca. – a on na to „tyn nie”.
(swoją drogą, źródło włościańskich inklinacji Nowego Człowieka co do akcentu oraz wymowy pozostaje tajemnicą).
- swego czasu ustaliliśmy, że byk jest brązowy, krowa ma łaty a cielę to ich dziecko. – wyjaśniam.
Dawca ze zrozumieniem kiwa głową, Nowy Człowiek też kiwa, bo lubi, kiedy właściwej rzeczy przypisuje się właściwe słowo. ja kiwam w sumie chyba najbardziej, ponieważ Dawca i Nowy Człowiek o krowie vel byku dyskutowali w pseudo-teutońskim.

tak, to jest właśnie genialne, od tego się rozpływam, właśnie to, że dla Nowego Człowieka każda rzecz i każda czynność ma naturalnie dwie nazwy i od razu dwie właściwe.

tu, tam, pam i abłahr.
czapka z łba.